Krankenhaus

szpital
Peggy_Marco/pixabay

Chociaż niemieckiego uczyłam się krótko (jak tylko był wybór to zmieniłam na inny) i choć to niezbyt przyjemny dla ucha język to wyraz Krankenhaus brzmi dla mnie lepiej niż szpital. Krankenhaus to taki zlepek wyrazów krank (chory) i haus (dom). Jakby miło dla ucha jednak nie brzmiał to mam ogromną awersję do szpitali. Gdy byłam tam ostatnio na małym zabiegu chirurgicznym to czułam się niestety jak persona non grata, przyszłam i zawracam głowę… chociaż ani razu nie zawołałam nikogo z personelu. Z tego też powodu boję się zachorowania na Covid, bo obawiam się, że w zakaźnych obecnie może być jeszcze gorzej jeżeli chodzi o empatię. Pracownicy medyczni dodatkowo mają prawo bać się o siebie i o swoich bliskich. Ale nie trzeba mieć koronawirusa by w szpitalu poczuć się bardziej samotnym, odwiedziny zabronione… Współczuję kobietom, które miały zaplanowane porody rodzinne, które są zabronione. Dla mnie obecność Męża na sali porodowej było równoznaczne z większym poczuciem bezpieczeństwa. Jest mi niezmiernie przykro gdy czytam o apelach rodziców dzieci przebywających w szpitalach skierowanych do Ministra Zdrowia by wydano pozwolenie na stałe przebywanie jednego rodzica wraz z dzieckiem. Kilkulatek sam w szpitalu to ogromna trauma… eh, jakie to wszystko trudne się zrobiło… 😦

Byłam dziś na zakupach w maseczce i rękawiczkach. Nie czułam się w tej maseczce komfortowo. Okulary zostawiłam w samochodzie bo każdy oddech w maseczce sprawia, że zaparowywują… Ale na szczęście ludzi w maseczkach było więcej niż w zeszłym tygodniu. I ja będę nosić wpisując się w akcję „nie nosisz to roznosisz”.