Metoda zasłaniania oczu

niewidze
Alexas_Fotos/pixabay

Śniło mi się, że zwiedzaliśmy jakiś zamek… Pewnie pokutuje u mnie fakt zmarnowanych ferii i planów, które odbyć się nie mogły. Tylko jak to odosobnienia potrwa to według memów są dwie drogi w małżeństwach: albo się pomnożą albo rozwiodą więc my to się rozwiedziemy i żadnych zamków już wspólnie zwiedzać nie będziemy.

Nie mam natury optymisty więc nie jest mi łatwo. Staram się funkcjonować jak małe dziecko, które jak zasłoni oczy to już myśli, że go nie ma. Tak ja zamykam oczy i powtarzam sobie, że wszystko będzie dobrze, nie zaglądam za dużo do doniesień z Ministerstwa Zdrowia… ale z drugiej strony wiedzieć też trzeba. Wieczorami odkładam położenie się spać żeby przeciągnąć ten dobry dzień do oporu, bo jutro nie wiadomo co będzie… To jest moje zasłanianie oczu… żeby jak najdłużej zachować zdrowie psychiczne, o fizyczne dbam w pierwszej kolejności.

Ale jest też inne zasłanianie oczu – ignorancja. Wciąż mimo prawie tysiąca zakażeń są ludzie twierdzący, że co to jest na 38 milionowy kraj i po co ta panika. Tak… Włosi miesiąc temu też tak myśleli i dolce vita kwitło w najlepsze. A teraz każdego dnia umiera tam 3 razy więcej osób niż mieszka w mojej miejscowości! I dla mnie to akurat jasne, że musimy zrobić wszystko i jeszcze trochę by do podobnej sytuacji nie dopuścić!

Jest jeszcze sprawa maseczek, która mnie nurtuje. W Chinach maseczki były obowiązkowe (osoba bez maseczki na ulicy zostawała umieszczana w kwarantannie, o tym jak często Chińczycy dezynfekowali np. windy nawet nie wspomnę…). W Izraelu maseczki są obowiązkowe, w Czechach też (nawet uszytych samodzielnie, wirus ulega rozpadowi w 60 stopniach więc można je sobie odkażać). A u nas większość przekazu jest taka, że maseczki są dla chorych… Nie wiem, ja na następne zakupy idę w maseczce i rękawiczkach.