Akcja: zakupy

Dawno minęły czas kiedy większość gospodarstw domowych była w wielu kwestiach samowystarczalna. Teraz bez sklepów trudno zaspokoić podstawowe potrzeby. Nawet rolnicy nie są już tacy samowystarczalni jak jeszcze 30 lat temu, teraz jest specjalizacja, a nie wszystkiego po trochu. U nas też jedynymi zwierzętami gospodarskimi są kury, ale tylko po to żeby mieć zdrowe jajka. Zapasy w spiżarni jak to na wiosnę już też skąpe. Nowe dopiero zostanie posiane.

pomidorki
pomidorki wykiełkowały

I chciał nie chciał trzeba uzupełniać zapasy spożywcze. Staramy się kupować tak, żeby wystarczyło na tydzień. Wczoraj wypadł dzień wyjazdu na zakupy. Nawet ruch na drogach mniejszy, a przejeżdżając wiadukt nad A1 widzieliśmy w zasadzie same ciężarówki. Na wejściu do spożywczego dostępne do założenia rękawice foliowe, dobre i to. Ludzi było sporo. Niektórzy sprawiali wrażenie wyluzowanych, inni na totalnej spinie, ogólnie wszyscy unikali kontaktu wzrokowego. Nie wiadomo trochę jak się poruszać między alejkami, jak podchodzić do regałów, trochę tak jak złodzieje czający się na okazję. W drogerii papier toaletowy wrócił na półki, ale nadal nie ma żeli antybakteryjnych czy rękawic lateksowych. W sklepach cały czas starałam się pamiętać o tym, żeby nie dotykać twarzy czy brać tylko produkty, które znam bo czytanie składów, odkładanie i branie innego produktu nie ma teraz sensu. A także żeby poza domem najlepiej nie wyciągać telefonu. Nigdy przedtem nie kupowaliśmy w piątki tak dużo. Najchętniej w ogóle nie chodziłabym do sklepu, ale się nie da. Co do zakupów internetowych też mam pewną awersję, listonosz przyjechał w maseczce i rękawiczkach, ale kurier już bez niczego. Nic nie wskazuje na to, że to się szybko skończy, a ja nie mam dla Juniorki butów na cieplejsze dni, kapcie też ma tylko ciepłe filcowe, ubrań w nowym rozmiarze też ma mało…

A tu stan zagrożenia epidemicznego przekształcono w stan epidemii. Tradycyjne funkcjonowanie szkół zawieszone do Wielkanocy. I mimo, że to wszystko trwa dopiero od 1,5 tygodnia to czuje jak dopada mnie już kryzys. W miejscowości, z której pochodzę i w której do dziś pracuję jest potwierdzony przypadek choroby. I to wcale nie żadna metropolia, to tylko podmiejska wioska.