Patrzałki

patrzalki

Ms.blond przybijam piątkę 😉

Starość nie radość, młodość nie wieczność 😉 no to są… Co prawda wynik badania i tak mnie zaskoczył ponieważ spodziewałam się innej wady z tego względu, że przecież problem pojawiał się w bliży. A tu się okazało, że to że widziałam dobrze w dal było tylko ciężką pracą wykonywaną przez mój mózg i mięśnie oka. Teraz czeka mnie nie łatwy czas przystosowania się do noszenia okularów bo mózg musi przestać nadmiernie napinać mięśnie odpowiedzialne za akomodację. I faktycznie, jak było powiedziane na badaniu, w dal aktualnie widzę gorzej, ale gdy z dali przenoszę wzrok na to co blisko już nie ma problemu z akomodacją. A poza tym, chociaż lubię nosić okulary to muszę się dodatkowo przyzwyczaić do tego, że są. Małżu cały czas gupio (pisownia zamierzona) się śmieje na mój widok bo nie może się przyzwyczaić, że teraz tak wyglądam, choć podobno do twarzy mi. A Juniorka celuje palcem w szkła. Najważniejsze jednak, że paznokieć na Juniorkowym paluszku od razu idealnie widzę, więc nie będzie już obaw przy obcinaniu 😉

Klapka

Od kiedy pojawiły się telefony komórkowe zawsze najbardziej podobały mi się te z klapką. Miałam dwa, motorolę i samsunga. Miałam też slidera, do którego najpierw podchodziłam z rezerwą, ale potem go polubiłam. Wraz z pojawieniem się ekranów dotykowych klapki zaczęły z rynku znikać. Obecnie większość smartfonów ma, jak dla mnie, absurdalnie duży rozmiar. Miesiąc temu podpisując nową umowę zostawiłam sobie stary telefon. Po pierwsze: ponieważ nadal dobrze działa i jego rozmiar mi odpowiada. Po drugie: skoro urządzenie, które mam działa to nie będę niepotrzebnie generować nowego elektrośmiecia. Ale w sprzedaży pojawiają się „cuda”, które bez względu na parametry wzbudzają mój zachwyt 😉

zflip

Na razie coś takiego kosztuje 6 600 zł (czyli moje dwie pensje netto i jeszcze odrobinka trzeciej) więc technologiczną nowinką lansować się nie będę 😉 Ale jak już będzie dostępny dla możliwości finansowych budżetówki to sobie taki, składany sprawię 🙂

 

Nadal mamy bessę

Juniorka została dziś w domu. Katar i kaszel ją dopadły. Może uda się zdusić infekcję w zarodku? Nie wiem czy to ja przyniosłam coś do domu, czy złapała to w przedszkolu. W każdym razie z jutrzejszego wyjazdu na weekend nic nie wyjdzie. Dobrze, że niczego nie rezerwowaliśmy, tylko chcieliśmy zadzwonić do kilku wybranych hoteli czy jest miejsce i po prostu pojechać. Główną atrakcją miały być zabawy w basenie więc zdrowie jest tu dosyć ważne. No nic, może za tydzień się uda. Chociaż z kobiecego punktu widzenia to nie bardzo mi to pasuje, ale im dalej w wiosnę to Mężu będzie miał mniej czasu na wyjazdy. Nie pozostaje nic jak tylko zdać się na mądrość przysłów ludowych… pożyjemy zobaczymy i co się odwlecze to nie uciecze.

Obszar zapowietrzony

Szkolnej epidemii ciąg dalszy. Co prawda liczebność obecnych w klasach uczniów trochę wzrosła względem zeszłego tygodnia, ale zaczęli chorować też nauczyciele. Tak czy siak nie jest dobrze. Gdybyśmy mieszkali w Japonii od zeszłego tygodnia wszyscy chodzilibyśmy w maseczkach. Ale u nas jeszcze się tego nie praktykuje, chociaż kichamy i kaszlemy na siebie będąc zamknięci całkiem licznie na niewielkiej powierzchni. Na widok koleżanki w maseczce, inna ze zdziwieniem zapytała: „a co Ty, koronawirusa się spodziewasz?”. Do lekarzy ciężko się dostać… a powikłania po niby zwykłej grypie też powodują śmierć… A w ogóle to jakiekolwiek chorowanie to przecież nic fajnego…

wirus

Pokolenia

pokolenia

Moim dwóm koleżankom w ostatnim czasie zmarły Babcie. Smutne doświadczenie. I nie mam w tym zdaniu nic złego na myśli, ale w moim odczuciu dziewczyny miały szczęście, że mając 40 lat miały jeszcze Babcie. Ja swoje Babcie straciłam mając lat 11 i 26. Juniorka ma jedną Babcię, druga zmarła kilka lat przed Jej urodzeniem. A Babcia to jest Ktoś niesamowity w życiu dziecka. Babcia kocha, rozpieszcza, dzieli się doświadczeniem, ma czas i jest ostoją ciepła i dobroci. Często zapewnia dziecku to, co Mamie, w jej codziennym zabieganiu umyka. Dlatego rola Dziadków w życiu dziecka też jest ważna. Ja czas ze swoją Babcią spędzałam często, pamiętam spacery i smaki dzieciństwa (tak, to właśnie w domu Dziadków one się tworzyły): kogel-mogel, plaster twarogu smarowany masłem i sypany solą 😉 Juniorka skończy 6 lat, moja Mama 70  i oby jeszcze miały przed sobą dużo czasu na wspólne sprawy jak chociażby pieczenie oponek…

oponki

Zestaw ratunkowy

Potas z tiaminą bo należy uzupełnić niedobory. Apap bo niż Julia szaleje też w mojej głowie. Jeszcze probiotyk by się przydało bo antybiotyk był w końskiej dawce. Po tym wszystkim dla odmiany coś pysznego… ze szczęśliwych jajek od szczęśliwych kur, na spirytusie i ze smaczną marmoladą. Domowy pączuś. I w d…e 😜 mam jego kaloryczność 😉

pączki

Znowu szansa przeszła obok

golf-1802020_640
naobim/pixabay

Taaak, jakoś nie wychodzi nam realizacja planów w tym roku. Ferie, szkoda gadać, zresztą o tym już było. Za godzinę powinniśmy wyjeżdżać do sąsiedniego miasta na spektakl baletowy, ale nie bardzo było z kim Juniorkę zostawić. Bilety się nie zmarnują, przekazaliśmy je młodzieży, niech się ukulturalniają. Ale szkoda, bo by się człowiek wyrwał na moment. W założeniach jeszcze jeden plan do realizacji, o który ciut drżę. Ale może właśnie do 3 razy sztuka? Nawet z butami miałam pecha. Jeszcze przed swoim choróbskiem mierzyłam takie jedne, podobały mi się… ale myślałam sobie, że: do czego będę nosić zielone i że trochę drogie, a botki wiosenne przecież mam. Ale w między czasie się zastanowiłam 😉 że jednak ten zielony to będzie pasował, a przede wszystkim są ekstra więc je chce. Ale przez chorowanie do sklepu mogłam wybrać się dopiero wczoraj. Wchodzę więc z radością i pomysłem na poniedziałkową stylizację… i… na półkach już praktycznie same czółenka, szpilki, espadryle, a nawet pierwsze sandały! Oczy mi trochę z orbit wyszły, że to dopiero połowa lutego i mam prawo jeszcze kupić sobie wiosenny but do kostki! Ale co było robić? Niepocieszona wyszłam ze sklepu. Przydział pecha to już chyba na to półrocze wyczerpany!

Oglądanie bajek

Najlepiej to telewizora nie mieć. Ale jak się ma to prędzej czy później jakąś bajkę się dziecku włączy. Szczególnie teraz, gdy do dyspozycji ma się kilka kanałów z bajkami nadawanymi niemal przez 24h. I o ile wśród oferty dla dzieci młodszych można znaleźć naprawdę fajne, które nawet czegoś uczą, tak te z oznaczeniem 6+ już takie nie są. Juniorka, która za 2 miesiące skończy 6 lat  niestety bajkami dla młodszych zaczęła się nudzić i zaczyna szukanie nowych. I jak się okazuje bajki należy oglądać wspólnie, a nie tylko włączyć telewizor i zostawić dziecko samemu sobie. Niestety bajki dla ciut starszych przestają mieć walory edukacyjne, za to jest w nich pełno stworów i zachowań które mi się nie podobają, ich fabuła też pozostawia sporo do życzenia. Na przykład: dziś rano Juniorka musiała wstać wcześniej bo to ja musiałam ją ubrać i uczesać, potem gdy ja już zaczęłam zbierać się do pracy to Ona poszła do pokoju i włączyła sobie bajkę, w której nagle poleciał tekst „ty jesteś głupolem, ja jestem głupolem, nie tak trudno jest być głupolem”. Trzeba było na Juniorce wymóc przełączenie kanału bo niestety Ona często lubi to czego lubić nie powinna. Ja staram się kontrolować co moje dziecko ogląda, ale wiadomo też, że nie wszystko upilnuję. A skoro w bajkach dla dzieci są takie i inne teksty to potem nie ma się co dziwić, że w szkole w podobny sposób się do siebie odnoszą…

tvpilot
jarmoluk/pixabay

Idzie luty…

Wczoraj moja Mama ukuła nowe powiedzenie. Oglądała akurat program informacyjny, w którym był również materiał o 8 stopniach ciepła na Kasprowym Wierchu, o krokusach które zakwitły w Szczecinie (dobrze, że nie w Dolinie Chochołowskiej), o kwitnących wiśniach i o braku widoków na ochłodzenie jak na luty przystało. Obejrzała i stwierdziła, że teraz to będzie trzeba mówić: idzie luty ubierz wiosenne buty. No faktycznie noszę nieocieplane botki… Tylko mody na noszenie odkrytych kostek i części łydki o tej porze roku nie mogę zrozumieć.

😉

Tylko do czego nas to wszystko doprowadzi?

flower-4841445_1280
susan-lu4esm/pixabay

Wirusy rządzą światem

No i nastąpił powrót do rzeczywistości, L4 się skończyło. Ale jak to z powrotami, nigdy nie jest łatwo. Noc była dosyć męcząca, spać nie mogłam (chyba przez to wiatrzysko), nawet Juniorka się wybudziła i przed 5 przyszła do naszego łóżka, ale przez godzinę nie mogła ponownie zasnąć. Przez pierwsze dwie godziny w pracy drzwi się nie zamykały. Ale co mnie przeraża to fakt, że panuje tu jakiś wirus z gorączką i dolegliwościami żołądkowymi. W klasach nie ma po kilkunastu uczniów, w jednej nie przyszło aż 20. Normalnie szkolna epidemia. A ja nie mogę tego złapać i żeby się rozniosło po domownikach. Przecież my wkrótce mamy plany wyjazdowo-weekendowe, które po fatalnych feriach już muszą dojść do skutku!

kwarantanna
succo/pixabay