Niepodzielne przez dorosłość

Problemy i trudności pojawiają się na każdym etapie życia. Nawet dzieciom, co niestety my dorośli czasami bagatelizujemy myśląc: jakież to problemy może mieć uczeń podstawówki w normalnym domu, w którym spokojnie się żyje. Niestety przyglądanie się problemom dziecka przez pryzmat doświadczenia z racji dorosłości nie sprzyja obiektywnej ocenie. Dorośli mówią: to minie, to nic takiego, to młodzieńcze, po latach będzie nawet niepamiętane. Niestety właśnie obserwuję takie podejście w bliskim otoczeniu. I niestety do dorosłych nie trafiają tłumaczenia. Dla dorosłych problem dziecka to Kopiec Kościuszki, tymczasem dla dziecka to Mount Everest. I nie ważne, że po latach faktycznie straci swoją wielkość… ważne, że teraz nurtuje, gnębi, rozkojarza. Nie patrzmy przez pryzmat swojego doświadczenia, patrzmy na to, że dziecko dotyka czegoś po raz pierwszy i nie potrafi sobie z tym poradzić. Oczywiście nie eskalujmy, ale podejdźmy do dziecka z uwagą, nawet jeżeli my oceniamy coś jako błahostkę. Słuchajmy i pomóżmy młodemu człowiekowi przez ten kopiec/górę przejść. Jeżeli będziemy często bagatelizowali to dziecko poczuje się nierozumiane i wszystko może obrócić się przeciw nam…

skulona1

Autor: cieniewiatru

córka, żona, matka (to chronologicznie), KOBIETA (to przede wszystkim), nadpobudliwa emocjonalnie introwertyczka (a to na marginesie)

14 myśli na temat “Niepodzielne przez dorosłość”

  1. To prawda. W dodatku pokutuje ciągle jeszcze przeświadczenie, że „wszyscy przez to przechodzimy”. A przecież każdy jest inny, jedni mają większą siłę przebicia, błyszczą w towarzystwie. Szare myszki mogą mieć problem.

    1. O no właśnie, chyba najbardziej denerwowało mnie stwierdzenie „nie pierwsza nie ostatnia” to nie motywuje. I zapominamy też coś może mieć swoje konsekwencje w przyszłości.

      1. Może mieć. Chociaż zastanawiam się, jak dzieci radziły sobie dawniej, gdy nie dbano o nie tak jak dzisiaj, gdy nie troszczono się o ich psychikę, a wychowywano metodą kar. A przecież wyrastały o wiele silniejsze społeczeństwa niż dzisiaj.

        1. Może czasy mimo że trudniejsze pod względem fizycznym były jednak mniej wymagające psychicznie? Może ludzie ogólnie byli mniej przebodźcowani i przez to w sumie łatwiej się żyło?

          1. Albo odporniejsze psychicznie. Raczej na to bym stawiała. Wyobraź sobie trudne czasy wojny, a jednak tylko mała grupa ludzi wychodziła z tego okresu bardzo skrzywiona psychicznie. Reszta dawała sobie radę, czasem w zadziwiająco dobry sposób!

  2. Nie wiem dlaczego ludzie mówią i myślą że dzieci nie mają problemów – przecież każdy je ma… dla nas coś wydaje się banalne a w oczach dziecka rośnie to ogromnych rozmawrów.

  3. Zgadzam się, nie lubię takiego umniejszania, że jak dorośniesz, to dopiero będą problemy. Niekoniecznie i nieprawda, że niczego się po latach nie pamięta.
    Na wychowaniu się nie znam, ale chyba warto po prostu postarać się wczuć i zrozumieć.

    1. To znaczy „niekoniecznie” głównie w tym sensie, że dziecko (i nastolatek!) potrafi wszystko dużo mocniej przeżywać…

  4. Mały dziecko to też człowiek i to taki, który w wielu sytuacjach jeszcze sobie nie radzi.. Pamiętam z czasów szkolnych, że o wielu dramatach (w moim mniemaniu) nie mówiłam rodzicom, właśnie bojąc się że zostaną zbagatelizowane. Chciałabym zbudować taką strefę komfortu by dziecko nie bało się zwierzać i by czuło wsparcie, nawet w błahych (jak dla mnie teraz) sprawach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s