Rzeczywistość

<p style="text-align: …

W czwartek wyjechaliśmy nad morze, aby wykorzystać ostatnie dni wakacji. Pomogło, wyluzowałam, cieszyłam się chwilą. Wróciliśmy ponieważ jutro miał być rodzinny obiad. A tu Ciocia w szpitalu z powodu rozregulowania rozrusznika. A poza tym Mamie przeniesiono (co prawda o kilka dni) operację. Dopiero dziś o tym powiedziała chociaż wie od czwartku. Jutro zawozimy Ją do szpitala. Oj trudne to będą dni. Bardzo trudne…

Bajery

<p style="text-align: …

Dwie rady za mną. Dziś się nie wybierałam, ale okazało się, że muszę być to z oburzeniem, ale pojechałam. Na miejscu okazało się, że nie wiadomo po co, ale to już szczegół. Na pocieszenie przyszła paczka z ministerstwa gadżetów. Niby nie jestem gadżeciarą (telefon mam taki, że żaden dzieciak pewnie by na to nie spojrzał), ale w domu lubię otaczać się nazwijmy to użytecznymi ciekawostkami. Bajerancki prezent dla Męża schowałam głęboko w szafie. To już na Gwiazdkę, ale na pewno się spodoba. Czasami tak mam, że jak zobaczę coś odpowiedniego to kupuję bo później może tego nie być.

Posrebrzanie

<p style="text-align: …

Zauważyłam, że przez lato przybyło mi srebrnych nitek. Wczesne siwienie jest w linii Taty sprawą normalną i uwarunkowaną genetycznie. Pierwsze siwe włosy pojawiły się u mnie jakieś 10 lat temu czyli pod koniec studiów. Teraz gwałtownie pojawiło ich się więcej. Ale co tu się dziwić. Nie czuję się wypoczęta mimo wakacji. Dotknęło mnie wiele traumatycznych emocji. I jak jeden stres mija to na horyzoncie wielkimi susami pojawia się kolejny. Od tygodnia już nie dosypiam, czuję narastające napięcie związane ze zbliżającą się operacją Mamy.

Kraty

<p style="text-align: …

Moje ciało znowu ogranicza duszę i jestestwo. Słowa ograniczam sama. Jest tyle myśli, którymi chciałabym się podzielić, wyrzucenie ich z siebie na pewno przyniosło by ulgę. Ale nie potrafię. Zawsze byłam typem introwertyka. Blokuje mnie na przykład obawa przed ocenianiem, przed śmiesznością ponieważ z jakiegoś powodu uważam często, że moje zgryzoty są tylko wymysłami niezrozumiałymi dla innych. Lata duszenia w sobie spraw dla mnie ważnych spowodowało, że w ogóle przemilczam wiele rzeczy. Ostatnio łapię Męża na tym, że opowiada mi jakąś swoją historię po raz kolejny. Znaczy, że opowiedział mi już większość swojego życia. Ja mogłabym jeszcze wiele opowiedzieć, tak jak poruszona w niedzielę sprawa pisania przeze mnie wierszy w wieku 13 lat. Jednak szybko temat urwałam, przecież jakie mogły być wiersze nastolatki… Jedno i drugie ograniczenie daje się we znaki, staram się walczyć z nimi na swój pokrętny sposób, ale czasami dopada mnie z tego powodu smutek, tak jak dziś.

Pomysły

<p style="text-align: …

Plakaty z Galerii Autorskiej Andrzeja Mleczki znalazły swoje miejsca na ścianach. Teraz co innego wpadło do głowy. I tak to przenoszę, przestawiam, wymieniam. Powinno być funkcjonalniej przy okazji przyjmowania gości. Jutro pewnie skończę przemeblowanie, a potem już tylko detale dopełniające całokształt. W tym temacie też już mam plan gdzie co postawić i co to ma być. Trzeba będzie kupić nowy żyrandol (a może nawet dwa jeżeli znalazłabym coś w przystępnej cenie), obraz z rodzinnego domu wreszcie znajdzie miejsce tutaj, kwiaty, jakiś fajny wazon, dywan będzie wyzwaniem. Wszystko to teraz mnie nakręca i dobrze ponieważ wiem, że to tylko odskocznia od innych myśli, dzięki której uporządkuję przestrzeń.

Farfocel

<p style="text-align: …

Niepozamykane definitywnie historie pałętają się po głowie. I denerwujące jest to, że nie ma się już na coś wpływu, a to i tak powraca w sennych koszmarkach. Coś się wydarzyło, ale nic, jedno wielkie niedopowiedzenie – nawet we śnie to dominuje. Pożyczyłam kiedyś komuś, o kim sądziłam, że jest porządnym człowiek sporą kwotę pieniędzy. Nie biorąc pokwitowania (naiwnie) ponieważ sądziłam, że znam człowieka. Pieniędzy jednak pomimo kilku prób nie odzyskałam, dowodu pożyczki nie mam więc nigdzie się z tym udać nie mogę. Na uczciwość człowieka nie mam co liczyć (szczególnie po 4 latach od zdarzenia), poza tym z innych względów też już wolałabym nie mieć kontaktu. Pozostało o fakcie zapomnieć i przełknąć stratę.

Żałuję

<p style="text-align: …

Po przeprowadzonych badaniach DNA i zakończeniu śledztwa pogrzeb mojej kuzynki wreszcie miał miejsce. Ksiądz powiedział ładne kazanie, w którym uczepiłam się jednego zdania „Chrystus zabiera gotowych na to ludzi i że Ona także była gotowa mimo młodego wieku”. Nie wiem jak innym, ale mnie te słowa przyniosły pewne ukojenie. Przez kilka dni próbowałam przypomnieć sobie czasy kiedy byłyśmy małe. Niestety to tylko kilka porwanych obrazów. Mimo bardzo bliskiego pokrewieństwa nie byłyśmy zżyte i teraz żałuję straconych możliwości. Ale nic już po moich słowach. Ciotka po pogrzebie powiedziała, że moja kuzynka zazdrościła mi mojego Męża. Nie zrobiło to na mnie wrażenia bo w głębi wiem, że to nie było negatywne znaczenie. Pewnie kiedyś powiedziała, że fajny facet z tego mojego Męża i że może kogoś podobnego z charakteru chciałaby sobie znaleźć, może On – My byliśmy przykładem, że po 30-tce też się udaje. Żałuję, że nie dana Jej była szansa poznania kogoś fajnego i ułożenia sobie życia we dwoje. Od miesiąca jednak te słowa nie mają żadnego znaczenia. Teraz jest już tylko uczucie pustki, której nasza rodzina zaznała, pustki która zaznaczyła się w każdym z nas silniej niż przy przy innych pożegnaniach.