Migotania

<div …

Do powrotu Grega zostały w zasadzie godziny. A we mnie narasta niepokój. Tyle czasu żyłam w naginanej do potrzeb rzeczywistości, że teraz pojawiająca się na horyzoncie normalność budzi dziesiątki pytań. Rozsądek stoi na straży, a serce już uchyla szuflady z romantycznymi marzeniami. Czy znajdę to, czym się zachłysnęłam i czy będę mogła to rozwijać? Czy może wycofam się nawet się próbująć sprawdzić co z tego może być?

Sinusoida

<div …

Mijają godziny, dni, i generalnie jest dobrze. Fakt, przychodzą chwile, w których czuję smutek po stracie i może nawet jakieś poczucie winy. Zatrzymuję wtedy myśli na chwilę, wzdycham głębiej i przechodzi. W końcu stawką była moja przyszłość i ją wybrałam.
Mój entuzjazm wobec Grega też zaczęłam momentami stopować. Niewątpliwie fajne są te pierwsze iskry, ale trochę rozsądku też musi w nich być, a nie tak na oślep.

7 dni

<div …

Siedem dni, które wstrząsnęły moim życiem uczuciowym… Przed kłopotami z komputerem jeszcze zastanawiałam się nad słusznością decyzji o rozstaniu z P., miałam wątpliwości i różne dylematy. I nagle pojawił się On (nazwijmy go Greg). Wszedł w moje życie płynnie i zadomowił się w nim w ciągu zaledwie tygodnia. Te wszystkie kilkugodzinne rozmowy jakie przeprowadziliśmy i czerwone wino kupione przez Niego, którym uczciliśmy moje urodziny i zbiegi okoliczności (z pozoru nic nie znaczące, ale dające do myślenia gdy się tego chce) dzięki którym rozwijanie naszej znajomości było prostsze. A ten czas teraz, kiedy wyjechał na dużo wcześniej zaplanowany urlop? To miał być czas na racjonalne rozważenie tej znajomości. Ale już liczy się tylko tamten niezwykły tydzień, on już nami zawładną. Już możemy się przyznać, że nam siebie brakuje…