Uzależnienie

<div …

Nie muszę surfować po internecie codziennie. Mogę wyjechać na urlop i nie będzie brakować mi komputera. Chodzę do pracy i tam komputera nawet nie mam. A jednak w chwili, w której z jakiegoś powodu tracę dostęp do internetu, krew mnie zalewa bo wiem, że większości usterek nie będę potrafiła sama sobie naprawić. Nie muszę mieć komputera i dostępu do internetu, ale muszę mieć świadomość, że jak zajdzie potrzeba to te możliwości mam i że nie jestem odcięta, że mam to swoje okno komunikacji ze światem, dzięki któremu w pewien sposób wyrażam siebie. A na kilka dni właśnie tak się urządziłam na własne "życzenie". Kiedy zrozumiałam, że to koniec i sama sobie nie pomogę to autentycznie miałam coś w rodzaju poczucia straty spowodowanej przez własną bezradność. Wiem, takie słowa o przedmiocie to brzmi jak bluźnierstwo. Prawdę mówiąc podobne mechanizmy emocjonalne zachodzą u mnie w chwili, gdy odtwarzacz nie chce odczytać płyty, kórej właśnie chcę słuchać, kiedy z nieokreślonych przyczyn nie ma mojego ulubionego kanału telewizyjnego… kiedy zostaję pozbawiona możliwości zrobienia czegoś, co sprawi mi przyjemność i co gorsze nie mam na to żadnego wpływu… coś w rodzaju, że panowanie nad sytuacją (nawet tak idiotyczną) daje poczucie bezpieczeństwa…