Bzik

<div …

Właśnie przez internet wysyłam do wywołania 150 zjdęć. Z tempem w jakim to idzie, to posiedzę tu chyba do… jutra…
Od kilku dni przeszukuję wszelkie foto-strony. W efekcie mój kalendarzowy notes zapełnia się nazwami modeli aparatów, ich danymi technicznymi i orientacyjnymi cenami poupychanymi pomiędzy zwyczajowo wpisywane myśli do rozwinięcia, a rzeczy do zrobienia czy poszukania. Znów odezwał się mój bzik. Bo chęć kupna aparatu nie jest normalna, gdy w domu ma się roczną cyfrówkę, z której w gruncie rzeczy jest się zadowolonym (poprawiłabym w niej góra 2, 3 rzeczy). Ale mnie co się marzy? Malutki kompakcik, taki co to zawsze można mieć w torebce. Mój aparat jest z tych średnich gabarytowo – idealny gdy do zdjęcia chcę się przyłożyć, czy też do wyjścia z zamiarem fotografowania. Ale tyle jest chwil, w których żałuję, że nie mam aparatu… i stąd ten drążący umysł pomysł na coś co można mieć pod ręką. No i tak szukam czegoś, co miało by zadowalające parametry, no i żeby nie trzeba było wydać majątku na coś, co do życia konieczne nie jest. A, że tak się w tych poszukiwaniach rozkręciłam to zaczęłam myśleć o pewnej lustrzance, ale to za rok… żeby choć jeden aparat móc już nazwać przeżytkiem 😉