Punkty kontaktowe

<div …

Wyjechał 4 tygodnie temu. Dwa pierwsze tygodnie to Rotterdam i Ventspils więc O.K., do zasięgu nie można mieć większych zarzutów. Problem powstaje w chwili gdy obrany zostaje kierunek: Chiny, czyli od 1,5 tygodnia. Pierwsze dni nie jest źle, potem na Północnym już 2 dni ciszy, w niedzielę Kanał La Manche więc kilka godzin w strefie zasięgu (i kilka wymienionych SMSów), następnie już dłuższy odcinek ciszy, dziś Cieśnina Gibraltarska i w pośpiechu pisane zdania, ale się udało wysłać i odebrać, a to najważniejsze (bo o zasięg już trudniej, strefa wyłapywania sygnału dużo węższa), i znowu czas na ciszę, za jakieś 10 dni Kanał Sueski i wtedy kolejna szansa na kontakt.
I tak upływa czas i życie, od jednego zasięgu do drugiego. I niby jest O.K., jestem spokojna, rozumiem sytuację i godzę się na nią. Ale pojawiają się już pierwsze chwile, w których zaczyna mi odbijać. Kiedy człowiek zaczyna się zastanawiać czy SMSa napisać dziś czy jutro, bo jutro może dawać większą szansę dostarczenia przy ustawieniu ważności na 72 godziny to już przestaje być fajnie. Tyle rzeczy, słów, uczuć umknie nieprzekazanych… Takie są moje odczucia. A jak czuję się On? Lepiej nie będę pytać i rozdrapywać Jego osamotnienia, lepiej wpierać pisząc, przecież część z tych SMSów dostanie…