Osłabienie

<div …

Wychodzi mi przemarznięcie stóp na każdym z pogrzebów. Ale co ja poradzę na to, że tak szybko marznę? Ciepłe ubrania nie do końca pomagają. We wtorek drapanie w gardle, wczoraj kichanie i jakiś pseudokatar, dziś ból głowy i skóra może cieplejsza niż być powinna. Senność i brak energii dominują, inne objawy to raczej jednodniowe. Dobrze, że mam wolne, posnuję się jeszcze po domu, a jutro wyjdę się dotlenić i może odzyskam werwę, bo tak właściwie to nic mi nie jest.

Męska rzecz

<div …

Tak długo byli w Europie, że miałam nadzieję, że zdąży wrócić zanim statek wyjdzie do Azji. Dziś sprowadził mnie na ziemię. Będzie dobrze jak wróci w połowie kwietnia. Zabrakło mi słów. Chciałam krzyczeć, wyżalić się. Ale po co? W tej chwili i tak niczego to nie zmieni. Trzeba przyjąć rzeczywistość taką, jaką jest i mieć nadzieję na przyszłość. Papiery do innej firmy już ma przygotowane, wystarczy je złożyć i czekać na pozytywną odpowiedź, a wtedy przyjdzie normalne życie…

Taka jestem

<div …

Zaledwie tydzień temu bredziłam coś o chęci poczucia przynależności na dużą skalę. Po ostatnich przemyśleniach moje spojrzenie na tą kwestię wygląda już nieco inaczej. Jest wąska część rodziny, wśród której zależy mi na zżyciu i zaistnieniu ścisłych powiązań. A pozostali? W stosunku do nich nie czuję żadnej więzi emocjonalnej. I prawdę mówiąc, nie mam nawet ochoty by to zmieniać. A takie wnioski jak w ostatnią sobotę, że chciałabym być częścią wielkiej wielopokoleniowej rodziny, jak z włoskich filmów, są tylko chwilami słabości. Tak naprawdę jestem urodzonym samotnikiem, któremu zależy na bliskim kontakcie tylko z niewieloma osobami. Tylko w małym gronie jest bliskość przez duże b, a gdy relacje międzyludzkie opierają się o powierzchowności, to mnie przestaje zależeć na głębszym kontakcie.

Cisza i dźwięk

<div …

Mój czas wolny zasadniczo dzieli się na okresy słuchania, czytania lub nie robienia żadnej z tych rzeczy, no i fotografii (ale ona zawsze jest w większym lub mniejszym natężeniu). O książkach teraz nie będzie bo stosik czeka, a na czytanie nie mam weny. Dziś będzie o muzyce. Właśnie wychodze z okresu ciszy absolutnej, kiedy to nie słucham nawet radia przy śniadaniu. Od soboty znów coraz bardziej pochłania mnie świat dźwięków. Płyta z merlina przyjdzie pewnie jutro, już się nie mogę doczekać możliwości wsłuchania się w solówki Santany. W przerwach w pracy dla ukojenia zatapiam się tembrze głosu Moire’a, a Nek przenosi mnie w kilmaty błękitnego nieba, przejrzystego morza i pomarańczy rosnących na ulicy miasta. Dla pobudzenia zmysłów coś z letnich rytmów, a coś mocniejszego dla wyżycia się. I tak oto powoli będę stawać się częścią dźwięku i jednością z tekstem, aż do chwili, w której to znowu cisza będzie brzmieć najpiękniej.

Poczucie przynależności

<div …

Jestem jedynaczką więc oswoiłam towarzyszącą mi samotność. Potrafię być samowystarczalna na wielu płaszczyznach, które kojarzą się z koniecznością bycia w grupie. I generalnie dobrze mi z tym. Ale są chwile, kiedy nerwowo szukam przynależności do grupy, bycie częścią łączy się z poczuciem bezpieczeństwa. Wtedy odzywają się więzy krwi i chęć skonsolidowania rodziny, która ma ze sobą coraz mniejszy kontakt, młodsze pokolenia już się praktycznie nie znają. Coraz silniejsze staje się pragnienie stworzenia własnej rodziny – będącej największym oparciem, dającej siłę i motywację z uczuć krążących w tym zamkniętym kręgu. Niestety w obu kwestiach chęci słabo przekładają się na wymierne efekty…